--> ZOBACZ WPISY Z 2011 ROKU
układ wpisów od najmłodszego (na górze) do najstarszego ARCHIWUM AKTUALNOŚCI 2010
24 XII 10
"Maryja nosiła Chrystusa na swoich kolanach
I karmiła czystym mlekiem Tego, Który karmi wszystkie rzeczy.
Zawinęła go w pieluszki i położyła w żłobie
Tego, Który zjednoczył Swe Bóstwo z naszym człowieczeństwem..."
Radosnych, Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia
I wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku
życzę przyjaciołom, znajomym, stałym bywalcom i chwilowym gościom na stronie.
20 XII 10
Pisałam prawie trzy miesiące temu (4 X) o blogu Joanny. Jego autorka pisze bardzo dojrzałe recenzje jak na swoje piętnaście lat. Zaglądam tam od czasu do czasu. Bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam, że Joanna sięgnęła też po "Kradzione róże" a jeszcze bardziej gdy wczoraj ukazała się recenzja tej książki. Polecam!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
13 XII 10
Jeśli ktoś jest ciekaw jak wyglądała tegoroczna gala IBBY, może zerknąć:
Gdyby się nie wyświetlało, można kliknąć TUTAJ
12 XII 10
Miło mi poinformować, że książka "Czynnik miłości", została wyróżniona przez polską sekcję IBBY (wyróżnienie nagrody literackiej
"Książka Roku 2010").
Oto wszystkie wyróżnione książki (fragment prezentacji IBBY):

Tytuł "Książka Roku 2010" otrzymały "Zaczarowane historie" Ewy Marii Letki i "Omega" Marcina Szczygielskiego.
Szczegóły na przykład TUTAJ
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
8 XII 10
Tonę w zaległościach 
Zatem wpis hurtem, bo od jutra znów mnie nie będzie przez parę dni.
1.Najpierw o Targach. Wczoraj minął miesiąc, można spojrzeć z pewnym dystansem. Tym, co mi najbardziej pozostało w pamięci, jest przede wszystkim radość. Bo media nas straszą, że ludzie nie czytają, że książki to przeżytek, że na statystycznego Polaka przypada pół książki na rok albo coś koło tego. Człowiek, który lubi czytać, czuje sie jak dinozaur, albo Maniek z "Epoki Lodowcowej". Tymczasem ja na targach widziałam tłumy ludzi autentycznie zainteresowanych książkami. Osoby wysupłujące ostatnie złotówki, by nabyć jeszcze jedną książkę, odchodzące od lady, by po chwili wrócić, bo jeszcze jakaś ciekawa pozycja wpadła im w oko. Rodziny objuczone książkami "dla mamy" "dla taty" "dla dzieci" i "do wspólnego czytania". Rodziców karcących "to czemu wcześniej nie powiedziałaś, że tę książkę też chcesz?" I dzieci namawiających: "kupmy trzy, to będzie pod choinkę dla Iksa i Ygreka."
Szczególnie ciepło wspominam rozmowę z pewną mamą o literaturze młodzieżowej, o jej oczekiwaniach dotyczących literatury pięknej (pieknej!) i z panią Elżbietą, która "lubi sobie czasem sprezentować książkę dla młodzieży". Ot tak, dla posmakowania czegoś lżejszego i podnoszącego na duchu.
Ale... czy to nie znaczy, że wśród książek "dla dorosłych" za wiele się namnożyło tych "dołujących"?
2. Miałam napisać o przygodach podczas podróży powrotnej. Nie jest to proste, bo żadne słowa nie oddadzą tej atmosfery hazardu, tej adrenaliny podczas gry w "poczeka nie poczeka" ani euforii gdy po wyczerpującym biegu wreszcie się dopadało mety, to znaczy kolejnego pociągu.
Nie będę się też natrząsać z drogiego PKP, zwłaszcza, że jutro czeka mnie kolejna podróż .
Streszczając: Wracałam przez Warszawę, trasa wprawdzie z większą ilością przesiadek, ale za to czasowo miała byc krótsza. Omijałam też intelektualno-fizyczne rozrywki, jakich dostarcza ostatnio dworzec we Wrocławiu. (Lubię rozrywki, ale nie bądźmy hedonistami . Wszystko ma swoje granice. Zwłaszcza gdy wiezie się górę książek.)
Pociąg odjechał planowo tzn. z wliczonym kilkunastominutowym postojem parę metrów za krakowskim dworcem, po czym jechał... jechał... jechał... i okazało się, że jednak nie dojedzie na czas. Gdy wybierałam trasę, połączenie wydawało się całkiem sensowne, około pół godziny na przesiadkę, tymczasem znów skończyło się na biegach po schodach z obciążeniem. Nawet nie dojechaliśmy do Warszawy Centralnej, spotkaliśmy się z kolejnym pociągiem już/jeszcze na trasie, to znaczy na dworcu Zachodnim, a i tak musiał na nas poczekać. (Jakie to szczęście, że nie tylko ja chciałam się w Warszawie na niego przesiąść.) Ale przez to czekanie już na starcie byliśmy spóźnieni piętnaście minut.
"Nic to! - myślę sobie. - Zostaje mi jeszcze drugie tyle na przesiadkę w Poznaniu."
Nie zostało.
Mój kolejny pociąg (tym razem zwykła osobówka) planowo miał odjechać, jeśli dobrze pamiętam, parę minut po dwudziestej. Kiedy okazało się, że nie ma szans by dotrzeć na czas (a był to ostatni tego dnia pociąg, jadący w stronę Torunia), planowa godzina odjazdu w rozkładzie internetowym zmieniła się bodajże na 20:20. Ci którzy wybierali się tego dnia w podróż z Poznania, pewnie się zdziwili. Ja i inni pasażerowie liczący na przesiadkę - odetchnęliśmy z ulgą. Zdążymy. Na styk, ale zdążymy. Zresztą obiecano nam, że poczeka.
Wypadliśmy na dworzec w Poznaniu i kierując się głosem z megafonu (peron pierwszy! A gdzie jest ten czwarty? Tędy! Szybko! "Pasażerów prosimy by przyśpieszyć przesiadanie"), pędem ruszyliśmy ku podziemnemu przejściu. Zasapani, ostatkiem sił wdrapaliśmy się po schodach na właściwy peron, a tam - niespodzianka! Tłum zdenerwowanych ludzi niecierpliwie przytupuje, a pociągu jeszcze nie ma!
Wysapując zmęczenie, odczekałam parę minut, ciesząc się, że po raz kolejny się udało i gdy już uspokoiłam oddech, dostojnie i powoli wtoczyła się lokomotywa ciągnąca za sobą parę wagonów. Wpadliśmy do środka. Zajęliśmy miejsca, czekamy... Ci którzy jechali z Poznania i wystali się na peronie, powoli zaczynają się rozgrzewać, a tymczasem z megafonu rozlega się głos: "pociąg z Poznania do.... planowy odjazd godzina 20:20 jest opóźniony około trzydziestu minut".
Ludzie popatrzyli na siebie zdezorientowani. Podstawiany w Poznaniu i już ma spóźnienie?
Okazało się, że w wagonie siedzą dwie grupy: Ci, którzy przyszli na wcześniejszy planowy przyjazd (ci dziwili się bardziej) i ci, którzy byli przekonani, że planowy odjazd jest o 20:20. Po mniej więcej dwudziestu minutach wszystko stało się jasne. Czekaliśmy na jeszcze jakiś spóźniony pociąg.
Nadjechał, patrzyłam jak kolejna grupka z tobołami w dłoniach i obłędem w oczach uprawia sprinty, jak wpada do przedziału, z ulgą pada na ostatnie wolne miejsca, jak siedzi czekając na start... i... "pociąg z Poznania do... planowy odjazd godzina 20:20 odjedzie wyjątkowo około godziny 21:15".
No cóż... Nie wypadało się gniewać. Skoro poczekał na mój pociąg, to niech poczeka i na inne.
Muszę się przyznać, że bawiła mnie ta sytuacja. Trochę jak w anegdocie o Żydzie i kozie. To był mój ostatni pociąg, wiedziałam, że prędzej czy później dojadę na miejsce, nie musze sie stresować czy zdążę na kolejną przesiadkę, a że parę godzin później? Cóż to jest wobec wieczności? 
W końcu wszystkie spóźnione pośpieszne i ekspresy dotarły do Poznania i nasz wesoły i zatłoczony pociąg ruszył ku stacji przeznaczenia.
A ja znowu jechałam dziesięć godzin, zamiast planowych niecałych siedmiu.
Jutro rano czeka mnie kolejna podróż. "Tylko" do Warszawy. Mimo wszystko mam nadzieję, że tym razem bez przygód. Trzymajcie kciuki!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
16 XI 10
 Czynnik miłości został nominowany do nagrody literackiej "Książka Roku 2010"! Szczegóły na przykład TUTAJ. Albo bezpośrednio na stronie IBBY.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
11 XI 10
Targi, targi i po targach, a na stronie masa zaległości.
Ale to dlatego, że dopiero wczoraj w nocy wróciłam z wojaży. Zatem, po kolei:
1. Wielki Konkurs Teanowy - zakończony. Wyniki TUTAJ.
2.Targi - to temat na osobną relację. Jeśli czas pozwoli, spróbuję coś napisać, a na razie zerknijcie TUTAJ i TUTAJ.
3. Spotkanie w Zespole Placówek Oświatowych (szkoła podstawowa i gimnazjum) w Rybnej udało się nadzwyczajnie. Młodzież dopisała (ok 60 osób na sali) były też panie nauczycielki i bibliotekarki.
"Czynnik miłości" rozszedł się w parę minut, a mnie bolała ręka od składania autografów.
Dobrze nam się rozmawiało, padały ciekawe, nieszablonowe pytania. I nagle zadzwonił dzwonek. Czterdzieści pięć minut przeleciało nie wiadomo kiedy! Po spotkaniu z młodzieżą zostałam zaproszona na herbatkę przez panie nauczycielki. Herbatkę uświetnił prawdziwy królewicz czyli pyszne ciasto upieczone przez panią Stasię. Dostałam przepis!
4. Podróż do Krakowa i z powrotem też pełna przygód. Zaczęło się już na samym początku - pociąg planowo odjeżdżający o 11:49 (tak widniało na bilecie i to samo mówił rozkład jazdy) oczywiście odjechał o sobie tylko wiadomej porze. Gdy zjawiłam się na dworcu, jako planową godzinę odjazdu wyświetlano 11:53. Po kilkunastu minutach, gdy godzina odjazdu nieubłaganie się zbliżała, pojawiła się informacja o pięciominutowym opóźnieniu. Ale niespecjalnie mnie to zdziwiło - ostatnio, zmieniona godzina odjazdu plus kilkuminutowe opóźnienie stało się codzienną praktyką PKP. Można powiedzieć - spodziewałam się tego. Weselej było we Wrocławiu, gdzie miałam przesiadkę. Jak większość dworców w Polsce przed Euro2012, i ten jest remontowany. A to oznacza, że NIKT, nawet dyzurny ruchu i peronowy, NIE WIE z którego peronu odjedzie dany pociąg, ani na który wjedzie. Jedyną osobą, która posiada te tajne i pilnie strzeżone informacje jest Megafon. Oznacza to, że podróżni stoją, wpatrzeni w megafony jak sroka w kość, i czekają. Raz na jakiś czas ich cierpliwość zostaje nagrodzona. (Tu trzeba Wrocławiowi oddać sprawiedliwość - to jedyny dworzec i pierwszy od wielu lat, gdzie głos płynący z megafonów jest wyraźny i dobrze słyszalny.) Po otrzymaniu upragnionej informacji podróżni chwytają toboły i co sił w nogach i rękach pędzą na odpowiedni peron. (A że czynne są tylko trzy perony, na każdym mogą się ustawić nawet cztery różne pociągi. Zatem oprócz biegów z obciążeniem i biegów górsko- a raczej schodowo-przełajowych, PKP funduje klientom także rozrywki intelektualne, trening spostrzegawczości i bieg na orientację.)
Egzamin zdałam. Znalazłam odpowiedni pociąg (opóźniony zresztą o ok 20 minut) wsiadłam i ruszyłam w stronę Krakowa z nadzieją, że to już koniec przygód. Nic bardziej mylnego. To był dopiero poczatek.
Jak mówi stary dowcip: ekspres od osobowego różni się tym, że osobowy zatrzymuje się na każdej stacji, a ekspres miedzy stacjami. Ja jechałam ekspresem.
Dotarłam do Krakowa spóźniona równo o godzinę, co przy dziewięciogodzinnej (planowo) podróży jest wydłużeniem tejże zaledwie o 11%. 
Z powrotem było jeszcze weselej, ale to w następnym odcinku.
"Dobranoc Państwu"
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
28 X 10
Dziś zabrałam się do poprawek na stronie, bo juz dawno tego nie robiłam, i wreszcie uporałam się z Horrorami ortograficznymi. Sadystyczne wierszyki logopedyczne jeszcze będą musiały poczekać na swoją kolej.
Czyżby to zbliżający się listopad tak mnie nastroił?
Jest to o tyle dziwne, że haloween nigdy nie obchodziłam i nie zamierzam obchodzić. Uważam to za obcą "tradycję" spod znaku św komercji. A jednak jakieś reminiscencje horrorowe we mnie właśnie teraz domagały się popracowania nad stroną.
Druga rzecz, jaką chcę się z Wami podzielić to wiadomość, że po targach wybieram się do szkoły w Rybnej k/Krzeszowic na spotkanie autorskie, które będzie 9 listopada (wtorek) o godzinie trzynastej. Zapowiada się dość ciekawie, bo mają się zjawić zarówno uczniowie jak i bibliotekarze z gminy Czernichów i okolic. Zatem... Juro - przybywam! (a skoro już jestem przy Jurze (krakowsko-częstochowskiej ma się rozumieć) to warto wspomnieć, że jutro zaczyna obrady jury Wielkiego Konkursu Teanowego. Ogłoszenie wyników - piątego listopada.)
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
21 X 10
Uwaga Krakowiacy i nie tylko!!!
Czy ktoś wybiera się na listopadowe Targi Książki ?
Ja będę w niedzielę 7 listopada od 11 do 12 na stoisku B44. (Tzn. zamierzam być trochę dłużej, ale w tym czasie mam siedzieć murem i składać autografy.) Kto więc ma w domu czy to "Sześć Dominka" czy coś z "Drużyny majora Limfocyta", nie mówiąc o dwóch ostatnich, i chce bym się na nich podpisała - zapraszam. Uprzedzam jednak, że bazgrzę. Nie będę więc miała żalu, gdy ktoś, w trosce o wygląd swoich książek, przyjdzie tylko po to by zobaczyć Teano w realu. (Nie bardzo jest co oglądać, ale ciekawość przywodzi na pokuszenie i z błahszych powodów.)
Zatem - do zobaczenia i, mam nadzieję, do pogadania w Krakowie!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
8 X 10
No i już jest. Wczoraj kurier przyniósł egzemplarze "Kradzionych róż". Są śliczne, o wiele ładniejsze niż na obrazku.
Wprawdzie w księgarniach oficjalnie pojawią się dopiero za cztery dni, ale w niektórych być może nieoficjalnie pojawią się wcześniej. Zapraszam do czytania i komentowania.
Zainteresowanych Wielkim Konkursem Teanowym informuję, że konkurs dorobił się już swojego hymnu. Albo jak kto woli - pieśni zachęcającej.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
4 X 10
Konkurs na blogu Agnieszki Gil - rozwiązany. "Sierotka" wylosowała... zresztą sami zobaczcie kogo. A ja, przeglądając przy tej okazji net, natrafiłam na recenzję "Czynnika miłości" oraz kolejny ciekawy blog o książkach. I to prowadzony całkiem profesjonalnie przez piętnastoletnią czytelniczkę!
Postanowiłam zostawić tam swój wpis i wyobraźcie sobie - kliknęłam nie to, co trzeba i komentarz poleciał taki "nieuczesany i nieubrany" No i właściwie... niedokończony.
Cóż... zdarza się. Nie wszystkie miejsca w necie mają możliwośc edycji.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
28 IX 10
Czy ktoś z Was przyglądał się kiedykolwiek z bliska kwiatom papryki? Prawda, że niezwykłe?
Wreszcie przegrałam je z aparatu i wkleiłam tutaj choć to jeszcze nie wszystkie. Na obróbkę czekają zdjęcia z 24 września. Dołączą wkrótce, ale nie wcześniej niż za kilka dni.
Na razie można obejrzeć pozostałe i policzyć ile lat ta "jednoroczna" roślina sobie już rośnie, a nawet owocuje.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
26 IX 10
Konkurs u Agnieszki Gil nadal trwa (do 30 września), jeśli jednak ktoś ma ochotę na coś, nad czym trzeba się potrudzić, to na portalu literackim "Fabrica Librorum" zaczyna się właśnie zabawa literacka z nagrodami - Wielki Konkurs Teanowy. Termin nadsyłania prac - do 28 października (zarówno proza, jak i poezja, preferowane formy lekkie, humorystyczne). Zapraszam!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
15 IX 10
Znamy już datę oficjalnej premiery "Kradzionych róż" - 13 października. Na stronie "Naszej księgarni" pojawiła się zapowiedź.
Zdjęcia papryki muszą trochę poczekać - jestem zawalona pracą - przepraszam za opieszałość.
I przypominam o KONKURSIE u Agnieszki Gil! "Czynnik miłości" z dedykacją - czeka!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
12 IX 10
UWAGA! Można wygrać książkę!
Agnieszka Gil, ta od Dzikiego Szczawiu i GILgotek zorganizowała na swoim blogu konkurs. Mozna wygrać "Czynnik miłości". Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy tylko wejśc TUTAJ i do 30 września odpowiedzieć na pytanie konkursowe.
Danych osobowych podawać nie trzeba, tylko zwycięzca zostanie później poproszony o adres, na który ma zostać wysłana książka.
A kiedy już będziecie na blogu Agnieszki, to przeczytajcie koniecznie bardzo ciekawy wywiad pt. Wybory, maliny i pszczoły. Polecam!
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
5 IX 10
Dziś w nocy słyszałam odlatujące gęsi. Pierwsze w tym roku, ale na pewno nie ostatnie. "Idzie jesień, nie ma na to rady" - jak pisał Andrzej Waligórski.
W związku z tym strona zmieniła wystrój na jesienny. Bo chociaż zdarzają się jeszcze słoneczne dni, to jednak już podszyte chłodem i choć oficjalnie jesień zawita do nas dopiero za dwa i pół tygodnia, to w rzeczywistości - już przyszła, słychać ją, gdy popłakuje po kątach, widać kiedy maluje liście na żółto, a niedługo i na czerwono. Gęsi to wiedzą.
Bocany odleciały już dawno, ale wiadomo, że one mają szczególne obowiązki - tambylcy też chcą mieć dzieci. Dziś widziałam szykujące się do podróży czajki.
Tylko łabędzie na razie nie śpieszą się do odlotu, a przynajmniej dziś nie sprawiały takiego wrażenia. Być może maluchy (nadal jest ich czwórka) jeszcze nie nabrały dość sił i umiejętności. Ale pewnie i one niedługo zaczną się pakować.
"Jesień idzie. Rady na to nie ma."
Jako obrazek wklejam coś z mojej hodowli niegdyś parapetowej, obecnie parapetowo-balkonowej. To jest ciągle ta sama papryka, o której już pisałam. Niebawem wkleję tam kilka nowych zdjęć i napiszę parę słów.
Dziś tylko obrazek, dla udowodnienia zainteresowanym, którzy pytają mailem o jej losy, że rośnie, kwitnie, owocuje i ogólnie ma się dobrze.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
27 VIII 10
Miło mi poinformować, że "Kradzione róże" już są w drukarni. Zmobilizowało mnie to do poprawienia wreszcie strony z moimi ksiązkami. Dodałam też przy każdej notkę wydawcy (albo jej fragment). Mam nadzieję, że taki układ spodoba się wszystkim. A przy tej okazji można przeczytać, co Kradzione róże będą miały z tyłu okładki. Innymi słowy - coś w rodzaju streszczenia i tej i pozostałych książek.
Jeśli ktoś jeszcze ich nie czytał, mam nadzieję, ze poczuje się zaciekawiony.
Jeśli chodzi o łabędzie, o których obszernie pisałam wczoraj - dziś także było dwoje dorosłych i czwórka młodych. Tamten martwy w szuwarach - zniknął. Czy kiedykolwiek dowiemy się co się wydarzyło?
Chciałabym.
I mam nadzieję, że jednak nie zadziałał tu "czynnik ludzki". I że ich liczba już się nie zmniejszy.
Swoją drogą, dziwna rzecz, ale raz (przyznam się bez bicia) poczęstowałam łabędzie chlebem i kawałkiem grahamki. Wiecie, takie pieczywo przypominające tekturkę. No i mam wrażenie, że mnie sobie zapamiętały, bo ilekroć pojawiam się w pobliżu, natychmiast płyną w moją stronę i tak jakby patrzyły czy przypadkiem znów nie mam czegoś do jedzenia. A mnie jest trochę głupio, bo nie powinno się karmić dzikich ptaków. Więc głupio mi podwójnie: raz, że się złamałam i podzieliłam się posiadanym akurat pieczywem, a dwa, że tym razem nie mam niczego, czym mogłabym je poczestować. I czuję się rozdarta. :)
Czy często zdarza sie Wam podobna ambiwalencja uczuć?
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
26 VIII 10
Pisałam niedawno o łabędziach. Przyglądamy się im, ilekroć przechodzimy w pobliżu jeziora. Dwa dni temu nie mogłam sie doliczyć jednego młodego. Patrzyliśmy z mężem i liczylismy, ciągle wychodziło nam pięć. Ale doszliśmy do wniosku, że jeden pewnie ukrył się w szuwarach. Chociaż było to o tyle dziwne, że łabędzie zawsze pływały w takim samym szyku - jeden dorosły ptak miał pod opieką dwójkę młodych, a drugi czwórkę. Czym podyktowany był ten podział, nie wiem - może płcią? Tata z synami a mama z córkami? Wydawało się nam trochę dziwne, by teraz jeden odpłynął tak daleko, że złamał ustalony od dawna szyk (płynęły w układzie 1+4 i 1+1).
Następnego dnia, czyli wczoraj, okazało się, że brakuje kolejnego. Doliczyliśmy się tylko czwórki młodych. Co gorsza przy brzegu, w szuwarach, zauważyliśmy coś wielkości łabędzia i w kolorze kawy z mlekiem. Jeśli był to młody łabędź, to z pewnością nieżywy. Ale może tylko jakiś duży śmieć? Oglądaliśmy to z wiaduktu i w drodze powrotnej specjalnie zeszliśmy nad jezioro, by przyjrzeć się z bliska. Wtedy ciągle jeszcze mielismy nadzieję, że brakujaca dwójka tylko wypuściła się gdzieś dalej, a grzeczna czwórka została przy rodzicach.
Nasze złe przeczucia niestety się potwierdziły. Młodych została czwórka, a to coś w szuwarach, to był jeden z brakującej dwójki. Martwy. Drugiego nie znaleźlismy.
Co się mogło stać? Co było przyczyną jego śmierci?
Mam nadzieję, że nie ludzie, ale...
Ptaki są ufne, podchodzą dość blisko, domagając się karmienia, o czym pisałam ostatnio.
Gdyby ktoś chciał je skrzywdzić z łatwością mógłby to zrobić.
Zawiadomiłam lokalną gazetę i alert24. Może ktoś się zainteresuje i spróbuje rozwikłać zagadkę?
Może należałoby zawiadomić jeszcze kogoś?
Dziś patrzyliśmy z wiaduktu, ale łabędzie były zbyt daleko, by je policzyć. Zauważyliśmy natomiast, że ćwiczą loty. Może więc to był nieszczęśliwy wypadek? Młody źle wymierzył i zamiast wylądować na jeziorze z całej siły rąbnął o betonowe nabrzeże i barierkę? Bo właśnie tam gdzie brzeg jest wybetonowany i opatrzony barierkami widzieliśmy martwego łabędzia. Dziś chyba już go nie było. Czy ktoś go zabrał, czy też fale zaniosły go głebiej w szuwary i z wiaduktu nie dało się go zauwazyć? I gdzie jest drugi brakujący ptak?
Jutro mam nadzieję znaleźć wiecej czasu i obejdę jezioro dookoła. Może to coś wyjaśni?
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
4 VIII 10
Witam się po krótkim urlopie. Jak to było do przewidzenia - akurat na nasz wyjazd zaczęły się ulewy. Wróciliśmy - pogoda znowu jak drut. Ale i tak cieszę się, że nam się udało wyrwać choć na tydzień.
"Czynnik miłosci" już prawie miesiąc jest w księgarniach, a nie znalazłam na razie żadnej oficjalnej recenzji, nikt też jak dotąd nie odważył się wypowiedzieć poprzez Księgę Gości . Na szczęście stopniowo zaczynają do mnie spływać na priv czy to przez maile, czy w inny sposób, różne refleksje "odczytelnicze". Jeśli pozwolicie, za wszystkie opinie i uwagi podziękuję w tym miejscu, bo z czasem jak zwykle u mnie krucho. To dla mnie bardzo ważne wiedzieć jak ksiązka jest odbierana, co się w niej podobało, a co nie i dlaczego. Każdy głos, nawet krytyczny, byle konkretny, pomaga mi się rozwijać i szlifować warsztat.
Z wolnym czasem, jak wspomniałam, krucho, bo przygotowuję sie do kolejnej książki. Na razie zbieram materiały i intensywnie się dokształcam. To właśnie najbardziej mi się podoba w pisaniu - ciągle uczę się czegoś nowego, pogłębiam zagadnienia dotąd ledwie "liźnięte" lub eksploruję obszary dla mnie zupełnie nowe i nieznane. Lubię to bardzo. Gdyby jeszcze doba miała więcej niż 24 godziny...
Poza tym "Kradzione Róże" już poszły do składu i lada dzień zawitają do mnie do ostatniej korekty. Premiera planowana jest na październik. Bardzo jestem ciekawa odbioru - to będzie zupełnie inna książka niż "Czynnik". Bohaterowie też są nieco starsi a i sceneria zupełnie odmienna. Tym razem dość słabo związana z Toruniem. Zresztą - zobaczycie sami. To tylko dwa miesiące.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
12 VII 10
Dostałam dziś bardzo miły mail od Patrycji , a w nim informację, że "Czynnik miłosci" od paru dni jest już dostępny w empikach.
Zatem... Można sie już upominać u księgarzy. Choćby tylko po to by zajrzeć do srodka i zobaczyć jak ładnie ksiązka jest rozwiązana graficznie.
Mam jednak nadzieję, że "Czynnik miłosci" będzie nie tylko przeglądany, ale i czytany, a czytelnicy zechcą się podzielić swoimi wrazeniami. Niekoniecznie tutaj, chociaż oczywiście księga gości zawsze jest dostępna, także (a może zwłaszcza) dla takich wpisów.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
8 VII 10
Do oficjalnej premiery "Czynnika miłosci" zostało jeszcze niecałe pięć dni, ale książka już wyszła z drukarni i jest dostępna w internecie. Choć pewnie i tak nikomu nie wyślą jej wcześniej niż 14 lipca. Ale przynajmniej można ją sobie pooglądać  A ja oczywiście, jakże by inaczej - znowu nie mam na nic czasu. Wykańczamy "Kradzione Róże", albo też one wykańczają nas  A za oknem (i na moim balkonie) - lato!.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
16 VI 10
 Jest już zapowiedź "Czynnika miłosci" . Premiera - 14 lipca.
A oto mój profil na stronie Naszej Księgarni.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
9 VI 10
Jak (było) widać na załączonym obrazku - okładka "Kradzionych róż" już jest zatwierdzona. I jak wrażenia? Podoba się?
Natomiast "Czynnik miłości" już od paru dni przebywa w drukarni, szykując się do swojej premiery (sami rozumiecie - fryzura, makijaż, nowa sukienka... ). Lipiec przecież już niedaleko.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
28 V 10
"Kradzione róże" wreszcie skończone! Teraz czekamy na okładkę.
Tak naprawdę to skończyłam je dwa dni temu, ale ciężko było mi się zebrać do zamieszczenia informacji na stronie. Dopiero ostatni wpis w KSIĘDZE GOŚCI mnie zmobilizował. Bo skoro jednak ludzie zaglądają tu świadomie i dobrowolnie, a nie przypadkiem, to jestem im chyba coś winna?
Zatem informuję i stałych bywalców i gości, że dotarłam do mety swojej Wielkiej Pardubickiej i rozglądam się za kolejną gonitwą.
A "Czynnik miłości", już po składzie i łamaniu. Bardzo mi się podobają zastosowane tam rozwiazania graficzne. Teraz ostatnie korekty, mamy już notkę na tylną stronę okładki, i książka lada dzień pójdzie do drukarni.
A ja? No cóż. Wyskoczę na długi weekend na drugi koniec Polski, oderwę się trochę, przewietrzę umysł, a potem... trzeba myśleć o następnej ksiązce :)
No i mam nadzieję wreszcie przysiaść nad stroną www, bo zaniedbałam ją strasznie. Na razie postanowiłam dodać możliwość komentowania newsów. Co prawda tylko przez księgę gości, ale jest to jakaś metoda :)
Zobaczymy, czy się sprawdzi.
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
18 V 10
Czuję się ostatnio jak ślimak na Wielkiej
Pardubickiej. Wyciskam z siebie ostatnie poty, śpieszę się, pędzę, a mety jak nie widać, tak nie widać. 
Ale za to ksiązka ma już zatwierdzony tytuł, o czym spieszę wszystkim donieść. Będzie brzmiał "Kradzione róże". Jak się podoba?
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
19 IV 10
Wszystkich zainteresowanych informuję, że "Czynnik miłości" już jest po redakcji i składzie. A ja... no cóż - nadal zmagam się kolejną książką. Ale juz bliżej niż dalej :)
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
4 IV 10
Wszystkim odwiedzającym moja stronę życzę radosnego świętowania.
Chrystus prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!
3 III 10
No i wreszcie jest okładka! Już zatwierdzona, w takiej właśnie szacie książka wyjdzie w lipcu br. Jak Wam się podoba?
Bo mnie bardzo.
27 II 10
Ponieważ dawno już nic nie pisałam na stronie, a okładki "Czynnika Miłości" jakoś nie widać, postanowiłam podzielić się z Wami, Drodzy Goście i Bywalcy, anegdotką z życia auć!tora.
Na początku Autor miał pomysł na scenę. I rzekł:
Niech pomysł zamieni się w tekst i niech będzie to scena liryczna.
I stało się tak.
Myśli Autora spłynęły przez palce na klawisze, a stamtąd do komputera i stała się scena. A widział Autor, że była dobra.
I tak upłynął wieczór i poranek pierwszego dnia.
Następnie Autor policzył znaki sceny i naliczył ich półtora tysiąca.
I rzekł:
Pokażmy scenę Beta-readerom, aby i oni mogli ją poznać.
I rzekli Beta-readerzy:
Scena wprawdzie jest dobra, ale czyż nie ma w niej kilku banałów? I czyż możliwe jest aby mężczyzna rozróżniał kolory?
Wziął sobie Autor do serca słowa Beta-readerów i rozważał je.
I tak upłynął wieczór i poranek drugiego dnia.
Zbudziwszy się poranku Autor rzekł:
Weźmijmy do ręki miecz obosieczny Deletem zwany i usuńmy wszelkie banały i wszelkie złe słowa, aby się już w owej scenie nie znalazły.
I stało się tak.
Usunął Autor banały i odarł scenę z wszelkich niepotrzebnych słów.
Następnie Autor policzył znaki sceny i naliczył ich 857.
I widział Autor, że cięcia były bardzo dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek trzeciego dnia.
Następnie przyjrzał się Autor nagiej scenie i wypatrzył Związek Frazeologiczny.
I rzekł:
Związek ów jest nieprawidłowy, zamieńmy go na inny.
I stało się tak.
Spostrzegł jednak Autor, że nowy Związek zawiera słowo, które powtarza się w kolejnym zdaniu.
I zaczął Autor szukać takiego Związku, który nie zawierałby Nieszczęsnego Słowa, lecz nie znalazł.
I tak upłynął wieczór i poranek czwartego dnia.
Następny dzień spędził Autor na poszukiwaniach Synonimu.
Synonim ten miałby zastąpić Powtarzające Się Słowo, aby nowy Związek Frazeologiczny mógł wejść do Sceny.
I szukał Autor pracowicie i wytrwale, a wspomagali go Beta-readerzy, lecz nie znaleźli.
I tak upłynął wieczór i poranek piątego dnia.
Następnie Autor raz jeszcze przyjrzał się Scenie i odarł ją ze wszystkich szat, jakimi próbowała przykryć swą nagość. A były tam szaty banałów i szaty niepotrzebnych treści, oraz wiele innych.
I stanęła Scena przed Autorem w całej nagości swojej.
I wtedy Autor poznał prawdę. Scena nie była dobra. Choć udawała ważną, piękną i pełną treści, okazała się marną i brzydką i pustą.
I wypędził Autor scenę z ogrodu scen udanych i z raju scen które zamieszkają w książce.
I tak upłynął wieczór i poranek szóstego dnia.
A dnia siódmego odpoczął Autor po całym swym trudzie i zabrał się za tworzenie Nowej Sceny.
Da capo al fine
SKOMENTUJ CZYTAJ KOMENTARZE
21 I 10
Książka, którą pisałam latem, a która ukaże się w lipcu br. nakladem Naszej Księgarni, ma już/wreszcie(?) tytuł!
Będzie to CZYNNIK MIŁOŚCI. Jak Wam się podoba?
Okladka wkrótce!
4 I 10
Z powodu bardzo intensywnych prac nad kolejną książką i goniących mnie terminów witam sie ze wszystkimi w tym Nowym Roku bardzo krótko i zdawkowo i natychmiast z powrotem uciekam do pracy.
Cóż jeszcze mogę powiedzieć?
Może:
Cieszmy się piękną zimą i ciągle jeszcze Bożenarodzeniowym nastrojem. Póki jest.
Niech nam się szczęści w Nowym Roku!
Archiwum
--> ZOBACZ AKTUALNOŚCI
-->ZOBACZ WPISY Z 2011 ROKU
-->ZOBACZ WPISY Z 2009 roku
-->ZOBACZ WPISY Z 2008 roku
-->ZOBACZ WPISY Z 2007 roku
|